Ola – dobra dziewczynka, chodziłam do kościoła

Ola – dobra dziewczynka, chodziłam do kościoła

Właściwie zawsze byłam wierząca. Dobra dziewczynka, chodziłam do kościoła, zawsze byłam na religii w szkole. Wszystkie pierwsze piątki – tak. Spowiedź co miesiąc – tak. Tylko nigdy się nie zastanawiałam, o co w tym chodzi. Mieszkałam na wsi, a tam wiejska parafia, starsze panie w kościele, nic się nie dzieje. Z czasem miałam coraz więcej pytań, wątpliwości. W którymś momencie stwierdziłam, że jestem strasznie zła. Że nie zasługuję na przebaczenie. W zbliżonym czasie straciłam przyjaciółki w liceum i nagle stałam się zupełnie samotna. Przestałam się spowiadać. Jest taka formuła w liturgii Mszy „Nie zważaj na grzechy nasze, lecz na wiarę swojego Kościoła”, i mówiąc to myślałam sobie „Właśnie zważaj na moje grzechy, bo wiary to ja nie mam”. Bo nie przestałam chodzić do kościoła, chodziłam co niedzielę żeby nie nabijać sobie licznika kolejnymi grzechami. I czasami w kościele myślałam „Pójdę teraz do tej spowiedzi, już pójdę”, a za chwilę „Nie, to impulsywne. Tak nie wolno, trzeba się dobrze przygotować”. Jak mam się spowiadać, to musi być idealnie. A przecież nikt nie umie idealnie.

Przyjechałam na studia do Warszawy i myślałam, że tu będzie inaczej, mnóstwo możliwości… Ale tak samo przechodziłam do kościoła pierwsze niedziele, odsiedziałam swoje i tyle. Mieszkałam wtedy w akademiku, sama w pokoju. To było bardzo dziwne jak na akademik, połowa października, a ja wciąż nie miałam żadnej współlokatorki. Było mi smutno i samotnie, sama w nowym mieście, w nowej sytuacji. Któregoś dnia ktoś zapukał do pokoju, otworzyłam, i to byli ludzie z ulotką o Kursie Alpha. Jakoś zaraz po tym dostałam współlokatorkę, zaczęłam z nią rozmawiać o tych ulotkach i żalić się, że ja muszę coś zrobić ze swoim życiem, bo to wszystko jakieś bez sensu. I to właśnie ona zaciągnęła mnie na Kurs. Idąc tam miałam niesprecyzowaną nadzieję, że teraz to już coś się stanie.

Na pierwszym spotkaniu chciałam uciekać: dużo nieznajomych ludzi, hałas, to nie są moje klimaty. Ale zostałam, bo zaczęli rozstawiać krzesła i już nie chciałam się przepychać. Później zaproszono mnie do grupki i tam zaczęłam poznawać innych ludzi. Najlepsze w Kursie Alpha było to, że rzeczywiście mogłam swobodnie powiedzieć co myślę. Rozmowa z ludźmi długo związanymi z Kościołem wygląda czasem jak kółko wzajemnej adoracji, a na Alphie było inaczej. Tam się spotykały osoby, którym coś nie pasowało w wierze. Właśnie to było konstruktywne. Jestem nieśmiała, więc nawet kiedy chciałam się wypowiedzieć to na początku było mi trudno. Mieliśmy w grupce chłopaka, z którym ja się strasznie nie zgadzałam, ale nie okazywałam tego na zewnątrz. Później wracałam do akademika, stałam nad lodówką i myślałam, co ja bym mu odpowiedziała. Wtedy przychodziły mi do głowy świetne riposty i strasznie chciałam mu nagadać. To był mój sposób docierania do tego dlaczego w ogóle wierzę, jakie są moje powody, jakie mam argumenty. Bardzo do mnie trafiało, że wykłady mówili świeccy. Nie przedstawiali cukierkowego obrazka, tylko prawdziwe osoby mówiły naprawdę o swoim życiu. To było normalne, ludzkie, tworzone nie po to żeby sobie pokiwać głową. Nie dla idealnych.

Nikt tam nie kazał ślepo wierzyć. Mówca podawał konkretne, rozsądne argumenty. Nikt nie mówił: macie w to wierzyć, to jest prawda objawiona. To zawsze była wolna decyzja – jeżeli chcesz, to przyjmij, jeżeli nie chcesz – też dobrze. Mów o tym w grupce, zastanów się. Nie ma takiej relacji, że mówi ktoś z ambony jako wyższy, mądrzejszy ode mnie.

W czasie Weekendu Alpha stwierdziłam, że idę do spowiedzi, nie ma innej opcji, chcę zmienić swoje życie. Byłam już absolutnie przekonana. I zaraz znowu zmieniłam zdanie: nie będę się spowiadać, pójdę POROZMAWIAĆ z księdzem. W czasie tej rozmowy wyszły moje wielkie trudności, bóle, które właściwie były moimi grzechami. W pewnym momencie ksiądz powiedział, żebym uklękła, że będzie rozgrzeszał. Tak zrobiłam, i usłyszałam „Twoje grzechy są ci odpuszczone” i wtedy po raz pierwszy to do mnie dotarło. To były najważniejsze słowa jakie usłyszałam podczas całego weekendu. Ja myślałam o sobie tak, że Hitlerowi można było wybaczyć, ale mnie na pewno nie. A wtedy już nie kłóciłam się z tymi słowami. Kiedy usłyszałam „Twoje grzechy są ci odpuszczone” to taka moc była w tych słowach, że żadnego „ale”, nic. Niby w każdej spowiedzi to słyszałam, ale ta była szczególna, bo przyszłam tam prawdziwa, i zamiast opowiadać o jakichś powierzchowny sprawach powiedziałam wreszcie to, co było moim prawdziwym grzechem, co mnie najbardziej bolało. Myślałam, że mnie nie można wybaczyć, ale Bóg się tym nie przejął. Po spowiedzi to już jest za mną. Wychodzę i mogę zaczynać nowe życie.

Po Kursie Alpha zaczęłam powoli widzieć zmiany w sobie. Przedtem nie zwracałam uwagi na ludzi ze studiów, myślałam, że to bez sensu się z nimi poznawać, skoro i tak grupy się ciągle mieszają. Siedziałam sama w akademiku. A po Kursie ludzie zaczęli mnie interesować, chciałam ich poznawać, zaprzyjaźniłam się z nowymi osobami. Miałam odwagę powiedzieć, że wierzę, i nikt nie robił ze mnie żartów. Ale najważniejsze jest to, że przestałam uważać, że muszę być idealna. Teraz patrzę na świętego Piotra, który mówił „Jezus, za tobą to ja pójdę w ogień”, a potem pierwszy zwiał, i myślę sobie: to jest mój człowiek.