Kasia – zaczęłam się zastanawiać, co by było, gdyby tak jednak Pana Boga postawić na pierwszym miejscu…

Kasia – zaczęłam się zastanawiać, co by było, gdyby tak jednak Pana Boga postawić na pierwszym miejscu…

Wychowałam się w religijnej rodzinie, ale niepełnej. W rzeczywistości, w której nie wiedziałam, co to znaczy obecność taty w domu. Moi rodzice od zawsze byli w separacji. I choć starali się, żebym czuła się kochana, to całe dzieciństwo mi to doskwierało. Czułam się gorsza od innych dzieci za każdym razem, jak one wspominały o swoich ojcach. Ja nie wiedziałam, jak to jest i co mam wtedy powiedzieć. Zostawiło to we mnie ogromny głód miłości. I potem w dużym stopniu wpłynęło na moje relacje z mężczyznami. Szukałam tej miłości u nich. I dzisiaj wiem, że czasem zadowalałam się po prostu byle czym, namiastką uczucia. Byłam w stanie robić rzeczy, na które nie powinnam się zgodzić, a wszystko po to, aby przez chwilę poczuć się kochana, doceniona. Przybierało to różne formy – popadałam ze skrajności w skrajność – albo unikałam wchodzenia w poważne relacje albo wręcz odwrotnie – próbowałam uwieszać się na innych całą sobą.

Dorosłe życie robiło swoje i – o ile na początku studiów jeszcze w miarę się trzymałam się wiary – to szybko to się zmieniło. W ogóle to nie pomyślałam, że coś jest ze mną nie tak, w oszukiwaniu siebie doszłam do perfekcji. Chodziłam czasem na mszę studencką i tam ksiądz jak mantra powtarzał: Alpha, Alpha, Apha. A ja odpowiadałam konsekwentnie, że to nie dla mnie. Byłam sceptycznie nastawiona do wszelkiego typu ruchów w kościele, wspólnot. Do momentu, w którym porządnie mi się wszystko posypało, gdy zobaczyłam, że każda kolejna relacja się rozsypuje, chodzę zdołowana i nie ma we mnie radości, którą kiedyś w sobie miałam. Zauważyłam, że zmieniłam się w nerwową i ponura osobę. Pewnej niedzieli trafiłam na kazanie o tym, że tworzymy bożki w naszym życiu i że może nim być inny człowiek. Dotarło do mnie, że tak jest w moim życiu i zaczęłam się zastanawiać, co by było, gdyby tak jednak Pana Boga postawić na pierwszym miejscu…

Wtedy pomyślałam o Kursie Alpha, edycja już wtedy trwała, ale byłam zdeterminowana, żeby tam dołączyć. Na początku nieco podejrzliwie rozglądałam się wśród tych ludzi, ale rozmowy w grupkach były bardzo ciekawe. Rozmawialiśmy o tym, o czym nie rozmawia się na co dzień. Mogłam się podzielić się wewnętrznymi problemami i okazywało się, że inni mają bardzo podobnie. Ze spotkania na spotkanie było coraz lepiej, coraz bardziej się ze sobą integrowaliśmy. Aż przyszedł Weekend Alpha – tak mi się na początku wydawało, że skoro przychodzę na te czwartkowe spotkania, to już zrobiłam postęp i nie muszę robić więcej, ale skoro mam wolny weekend, to zdecydowałam przyjąć zaproszenie i zobaczyć, co będzie się tam działo. Wyjazd, ku mojemu zaskoczeniu, przerósł moje oczekiwania. Zawsze nosiłam w sobie takie przekonanie, że nie zasługuję na miłość Boga. Choć jej bardzo potrzebuję, to nie jestem godna. Jednak podczas weekendu Pan Bóg udowodnił mi, że jest zupełnie inaczej. Pozwolił mi doświadczyć swojej Miłości. Od tamtego momentu wiele rzeczy przyspieszyło, zmieniło się na lepsze.

Pierwsze – co od razu zauważyli ludzie z mojej grupki, a później także moje otoczenie – było to, że częściej się uśmiecham, a radość była widoczna dla innych. Zmieniło się moje patrzenie na wiarę, religię, na nowo odkryłam modlitwę. W życiu nie pomyślałabym, że będę we wspólnocie, dzisiaj w niej jestem i jest dla mnie ważna. Modlę się dużo więcej, mam taki głód poznawania Pana Boga. I już wiem, co się dzieje, gdy postawi się Pana na pierwszym miejscu – życie odzyskuje smak i sens.